15 września 2014

Weekend w Warszawie


W dzisiejszym poście opowiem Wam o moim weekendzie w Warszawie. 


Do Warszawy pojechaliśmy samochodem, nasz mało pali i bardziej opłacało nam się w ten sposób przetransportować niżeli jechać pociągiem, więc trasa była przyjemna. Dojechaliśmy wieczorem około godziny 20:30. Aby nie tracić czasu ruszyliśmy na podbój nocy. Najpierw tramwajem pojechaliśmy na most Poniatowskiego. Pospacerowaliśmy nad Wisłą, a potem ulokowaliśmy się na plaży na brzegu. Obejrzeliśmy sobie Stadion Narodowy, popstrykaliśmy kilka fotek i obserwowaliśmy nocne życie miasta. Potem ruszyliśmy w ok 8km spacer po Warszawie, która nie spała i buzowała życiem pomimo późnej godziny. Muszę przyznać, że Pałac Kultury i Nauki genialnie prezentuje się własnie nocą.


Kolejnego dnia zaplanowaliśmy zwiedzanie Centrum Kopernika. Od dawna marzyłam by je zobaczyć! Cieszę się, że w końcu mi się to udało. Wejściówki nie są drogie (16zł ulgowy, 25zł normalny) i obowiązują na cały dzień.


I cały dzień można tam spędzić! Naprawdę! Choć gdyby chcieć na dłużej zatrzymać się przy każdym eksponacie pewnie jeden dzień byłby za krótki.


Dużo śmiechu, frajdy, zabawy. Jeśli lubicie naukę, kręci Was poznawanie nowych rzeczy czy możliwość zobaczenia czegoś co wie się tylko w teorii to to jest miejsce dla Was.


Jeśli będziecie w Warszawie koniecznie musicie iść do Centrum Nauki Kopernika! Ja na pewno jeszcze kiedyś się tam wybiorę.

Jestem wielką fanką łażenia po miejscach. Inaczej być nie mogło podczas tego wypadu i w nasze nogi weszło naprawdę wiele kilometrów.


Oczywiście obowiązkowe spotkanie z Syrenką. Naprawdę urzekające miejsce. Pełne ludzi z wszystkich stron świata. Naprawdę co stolica to stolica.

I teraz o próbowaniu.
Możecie nazwać mnie wieśniarą (w sumie jestem ze wsi i wcale się tego nie wstydzę), ale nigdy nie piłam kawy w starbucksie ani nie jadłam w burger kingu. Była okazja żeby zobaczyć, czy to czym wszyscy się "jarają" jest tego warte.


W niedzielę rano poszliśmy na kawę do jakże słynnego na całym świecie starbucksa. Ceny mnie rozwaliły, nie wiem czemu ale miałam wyobrażenie, że są one na poziomie zdecydowanie niższym. No, ale co tam, jak szaleć to szaleć. Ja wybrałam dla siebie White Chocolate Mocha. I muszę przyznać szczerze była naprawdę przepyszna! Jedna z najlepszych kaw jakie piłam kiedykolwiek! (choć ja zdecydowanie kawoszem nie jestem i kawę pijam naprawdę sporadycznie).


Jeśli chodzi o Burger Kinga to faktycznie jest naprawdę smaczny (wybrałam kanapkę podobną do big maca), świeże składniki, a mięso smaczne. Ceny o dziwo niskie :). Chyba taniej niż u konkurencji biorąc pod uwagę jakość i ilość jedzenia.


Jak generalnie oceniam nasz weekend w Warszawie? Chyba poniższe zdjęcie wyrazi to najlepiej.


Jeśli macie wolny weekend skoczcie do stolicy, jest naprawdę fajna, a dla mnie dziewuszki ze wsi, a teraz mieszkającej w małym mieście była naprawdę fajnym miejscem do zobaczenia i poobserwowania ludzi. Wierzcie lub nie, ale naprawdę żyje się tam inaczej.
Było naprawdę fajnie, serdecznie polecam wyrwanie się z domu, oderwanie od codzienności i ruszenie w drogę!

11 września 2014

Herbaciany kącik #3

Poprzednio w herbacianym kąciku:
http://to-tu.blogspot.com/2013/11/herbaciany-kacik-0.html
http://to-tu.blogspot.com/2013/11/herbaciany-kacik-1.html
http://to-tu.blogspot.com/2014/03/herbaciany-kacik-2.html


Bardzo dawno nie było mojego herbacianego kącika. A przecież wielbić i pić herbaty ani na moment nie przestałam. Zrzućmy to na karb blogolenia jakim jestem, choć staram się to poprawić.

Dziś o:

Miodowo-imbirowej herbatce owocowej. 
To moje pierwsze spotkanie z BioFIXem i bardzo udane! Nie przepadam za herbatami zamykanymi w torebkach, ale cóż zrobić gdy wiele rodzajów jest dostępne tylko w takiej formie? Nie ma, aż tak co wybrzydzać i brać co dają. A tu dają dużo. Cudowny aromat! Herbata pachnie nieziemsko, na nadchodzące jesienne wieczory, jakieś katary i dreszcze idealna! Rozgrzewa i cudownie rozpływa nas od środka. Jest naprawdę bajeczna w smaku. Słodkawa z cudowną orzeźwiającą i rozgrzewającą zarazem nutą imbiru. Naprawdę cudowna i pyszna. Polecam! 


8 września 2014

Podsumowanie sierpnia'14

Kolejne podsumowanie na moim blogu. Z moją regularnością pisania, wygląda to tak jakby były same podsumowania. Mam jednak napięty czas i zero weny do pisania, dlatego właśnie tak jest. Ale mocno zbieram się w sobie, by przestawić Wam mój sierpień 2014.


Sierpień od pewnego czasu jest ważnym miesiącem w moim życiu, to bowiem miesiąc, w którym ślubowałam swojemu Ukochanemu. W tym roku obchodziliśmy drugą rocznicę ślubu, wspominka poniżej. Natomiast powyżej nasi przyjaciele, którzy swą miłość również zacementowali w sierpniu. To był najważniejszy dzień sierpnia, bo Panna Młoda niekwestionowanie jest bardzo ważną częścią mojego życia. A no i wiecie co? Byłam świadkiem jak się poznali, jak rozwijał się ich związek i z łzami (szczęścia w oczach) patrzyłam jak wkraczają w magiczne grono małżonków.


Sierpień jest zdecydowanie miłosno-ślubnym miesiącem.

Sierpień to część wyzwania Less talk more art, muszę poskanować kilka prac i Wam je pokazać, na razie udało mi się zeskanować jedną, a oto i ona:


Moja "pierwsza myśl" - Lady Sybil z serialu jaki zaczęłam nie dawno oglądać i zupełnie się zakochałam czyli "Downton Abbey". 
I tym samym dochodzimy do tego co oglądałam w sierpniu. Udało mi się w całości obejrzeć cały pierwszy sezon Downton Abbey. 


Jestem absolutnie zakochana w kostiumach, wykreowanych postaciach, miejscach, detalach! Serial jest pięknie wykonany. A pierwszy sezon ciekawy i wciągający. Po obejrzeniu pierwszego odcinka niemal od razu chciałam włączyć drugi, jednakże dozowałam sobie tą przyjemność. 

Jeśli chodzi o filmy, hmmm... Obejrzałam ich zaledwie kilka w tym miesiącu, a z obejrzanych najbardziej podobała mi się "Babcia Gandzia", choć nie jest dziełem, a tym bardziej wybitnym. Aczkolwiek podoba mi się schemat, idea i humor (uwaga bywa bardzo rasistowski).


Po serialach i filmach pora na książki. W sierpniu przeczytałam ich 6, aczkolwiek dwie były tak króciutkie, ze nawet gdyby skleić je razem nie miałyby poważnych gabarytów, a oto i one: 

Dokładne opinie jak zawsze znajdziecie na moim profilu na lubimy czytać: http://lubimyczytac.pl/polka/2145444/2014/szczegoly . Natomiast teraz pokrótce- webwriting czytałam wyłącznie w celach zawodowych, ale książka generalnie nic ciekawego nie wnosząca. "Zbędnik..." i "Mały poradnik..." to takie krótkie treści, do połknięcia, ciekawe, ale nie zatrzymujące się w pamięci. "Złap mnie jeśli potrafisz", zafascynowana po obejrzeniu filmu sięgnęłam po książkę i choć nie lubię takiej kolejności nie byłam rozczarowana. Książka o mej imienniczce Elżbiecie okazała się suchą biografią, bez jakichś ciekawych szczegółów, no ale dla fanki monarchii pozycja obowiązkowa. I "Drzwi do piekła". Najlepsza przeczytana w sierpniu książka, choć zdecydowanie nie jest najlepszą jaką w tym roku do tej pory czytałam. Nieco zawiodłam się na Nurowskiej, która całkowicie mnie pochłonęła swoimi "Listami miłości", a teraz jej się nie udało. 

W sierpniu za to testowałam poziom nowego aparatu i okazał się całkiem zadowalający, popatrzcie: 


Kto wie, może powrócę do fotografii? :) 


Na koniec notki ja i mój Ukochany w drodze. 

Podsumowując miesiąc sierpień uważam za udany. Spędzony dobrze i radośnie. A jaki był Wasz ostatni miesiąc?