17 grudnia 2014

Weno, gdzie jesteś?

Cześć!
Dawno nie pisałam, a wszystko z powodu braku weny lenistwa.

Kiedyś usłyszałam, potem przeczytałam w kilku miejscach i tak mi utkwiło w pamięci stwierdzenie, że: wena nie istnieje. Tak więc brak mojego pisania i tworzenia nie wynika z braku weny, jak do tej pory myślałam, a z czystego, niemal krystalicznego lenistwa. Jakby się tak dłużej nad tym zastanowić, to żadna tajemnica, że jestem blogowym leniem, a może nawet najzwyklejszym leniem na świecie.

Idzie nowy rok, a co za tym idzie wiele postanowień. Moje to między innymi walka z tym co kryłam pod przykrywką braku weny. Mam tyle planów, marzeń. Częścią chciałabym się dzielić w tym moim małym internetowym domku.

Pierwsze próby walki z brakiem weny (umówmy się, to brzmi dużo ładniej niż lenistwo) już podjęłam, kartki świąteczne prawie zrobione, a co się tyczy bloga...

Mam nadzieję, że jesteście ciekawi dalszej serii "Pamiętnik" bo zamierzam ją zintensyfikować przed końcem nowego roku, bo może Waszym wyzwaniem będzie właśnie prowadzenie swojego własnego dziennika/pamiętnika?

Kurcze! Jestem jak zwykle chaotyczna. Trochę tego, tamtego i brak głównego wątku czyli:

Weno, gdzie jesteś?

Po pierwsze, jak już wyżej ustaliliśmy wena nie istnieje. Nie wiem więc skąd wzięło się to pojęcie, co ma dokładnie oznaczać, skoro go nie ma. Pomyślałam, że pomocny jak zawsze może okazać się wuj Google i co mi odpowiedział? Myślałam, że pierwsza pojawi się definicja od cioci Wikipedii i punkt dla mnie bowiem się nie myliłam, jednak to nie definicja słowa wena, a opis jakiegoś rapera pisanego W.E.N.A. Chyba faktycznie coś takiego jak wena nie istnieje skoro nie wyjaśnia tego Wiki. Co mnie przychodzi na myśl o tym słowie, jak brzmiałaby moja definicja?

Wena- inspiracja twórcza, zachęcająca do działania. Pojawia się i znika. Pobudza komórki mózgowe za procesy tworzenia sztuki w każdej postaci. 

I co powiecie na moją definicję weny? Chyba może być. 

Jednak, czy jakikolwiek artysta byłby w stanie tworzyć gdyby miał liczyć tylko na ułudne, mityczne działanie owej weny? Chyba nie. 

Co ma mobilizować artystę do działania w takim razie? 
Moja odpowiedź to: samodyscyplina. No i oczywiście kilka składowych, z czego ważniejszymi wydają mi się: regularność i przymuszanie się do pracy. Bo jak inaczej powstawałyby nasze ukochane książki, obrazy, rzeźby i zdjęcia? Gdyby miałyby być tylko dziełem weny, pewnie kończyłyby się na kilku stronach, kilku pociągnięciach pędzla, czy jednej fotografii. Moim zdaniem nawet gdy przymusimy się by coś zrobić i wyjdzie z tego coś co absolutnie nam się nie podoba, to jest to zawsze jakimś ćwiczeniem poprawiającym warsztat. 
Piszesz? Pisz codziennie. 
Malujesz? Maluj codziennie. 
Cokolwiek tworzysz, rób to jak najczęściej! To ćwiczenie czyni mistrza. 

Tak więc zaprzestajemy szukania tej mitycznej siły jaką jest wena, a zaczynamy szukać w sobie samozaparcia. 

Ja mocno wierzę, że jeśli czegoś naprawdę bardzo się pragnie, a te pragnienia przekłada na równie ciężką pracę, to sukces jest pewny! 

CHCIEĆ TO MÓC!


dopisane: 
Wiadomo, coś takiego jak ta iskra, którą czasem nazywamy weną, też musi istnieć, by zapalić dzieło. Powyższe napisane przeze mnie samozaparcie to po prostu dmuchanie w ten żar by nie zgasł. 

30 listopada 2014

Jak chciałabym aby wyglądał mój blog.

Tytuł posta chyba nigdy nie był tak długi, ale dokładnie o tym będzie dzisiejszy wpis. O tym jak chciałabym aby wizualnie wyglądał mój blog.
Bynajmniej jak teraz zapatruję się na jego graficzną oprawę.

16 listopada 2014

ARTJOURNAL.

Cześć!
W poprzednim poście pisałam Wam, że zaczęłam swoją przygodę z tzw. "Artjournaling". Poniżej przedstawię Wam ten pomysł swoimi oczami, zapraszam do czytania i oglądania.


Nie wiem gdzie, nie wiem jak zrodziła się idea prowadzenia artystycznych dzienników. Sądzę, że swoje korzenie mają w szkicownikach. Generalnie w internecie możemy znaleźć masę zdjęć przedstawiających właśnie "artjournal" i "sketchbook" i pod obiema nazwami widzimy mniej więcej podobne wytwory. Mnie jednak nazwa Art Journal bardziej się podoba, dlatego tak nazwałam swój zeszyt.
Lubię słowa artysta, dziennik, pamiętnik. Taki artystyczny pamiętnik to coś czego brakowało w moim intymnym życiu. Jak wiecie od kilkunastu już lat piszę pamiętniki i kocham to robić, dawniej okraszałam swoje wpisy rysunkami, teraz rzadko to robię. Chciałam mieć jednak miejsce gdzie wyładuję swoje wizje rysunkiem, który również kocham.


Jak się za to zabrałam? Poszłam do sklepu papierniczego i kupiłam najzwyklejszy zeszyt z gładkimi kartkami za 3zł. Potem uszyłam mu okładkę, żeby ładnie wyglądał. I zaczęłam tworzyć. Wklejam zdjęcia, rysuje, maluje. Na co przyjdzie mi ochota. Cudownie jest tak wyżyć się artystycznie, no i zeszyt zostanie. Moje rysunki na pojedynczych kartkach przeważnie kończyły w koszu. Poniżej pierwsze twory mojego ArtJournala ;). 















Jestem w trakcie zapełniania skrzydeł motyla :)

Co myślicie o tym pomyśle? :) Mnie bardzo przypadł do gustu i sądzę, że cały zeszyt wypełnię swoimi różnymi pomysłami. To dla mnie świetna droga na zrelaksowanie się, odprężenie, nie myślenie o kłopotach i problemach, a o rzeczach pięknych. Nie ukrywam też, że potem lubię sobie oglądać swoje twory. Podobają mi się i dają radość. A o to chyba chodzi.