16 listopada 2014

ARTJOURNAL.

Cześć!
W poprzednim poście pisałam Wam, że zaczęłam swoją przygodę z tzw. "Artjournaling". Poniżej przedstawię Wam ten pomysł swoimi oczami, zapraszam do czytania i oglądania.


Nie wiem gdzie, nie wiem jak zrodziła się idea prowadzenia artystycznych dzienników. Sądzę, że swoje korzenie mają w szkicownikach. Generalnie w internecie możemy znaleźć masę zdjęć przedstawiających właśnie "artjournal" i "sketchbook" i pod obiema nazwami widzimy mniej więcej podobne wytwory. Mnie jednak nazwa Art Journal bardziej się podoba, dlatego tak nazwałam swój zeszyt.
Lubię słowa artysta, dziennik, pamiętnik. Taki artystyczny pamiętnik to coś czego brakowało w moim intymnym życiu. Jak wiecie od kilkunastu już lat piszę pamiętniki i kocham to robić, dawniej okraszałam swoje wpisy rysunkami, teraz rzadko to robię. Chciałam mieć jednak miejsce gdzie wyładuję swoje wizje rysunkiem, który również kocham.


Jak się za to zabrałam? Poszłam do sklepu papierniczego i kupiłam najzwyklejszy zeszyt z gładkimi kartkami za 3zł. Potem uszyłam mu okładkę, żeby ładnie wyglądał. I zaczęłam tworzyć. Wklejam zdjęcia, rysuje, maluje. Na co przyjdzie mi ochota. Cudownie jest tak wyżyć się artystycznie, no i zeszyt zostanie. Moje rysunki na pojedynczych kartkach przeważnie kończyły w koszu. Poniżej pierwsze twory mojego ArtJournala ;). 















Jestem w trakcie zapełniania skrzydeł motyla :)

Co myślicie o tym pomyśle? :) Mnie bardzo przypadł do gustu i sądzę, że cały zeszyt wypełnię swoimi różnymi pomysłami. To dla mnie świetna droga na zrelaksowanie się, odprężenie, nie myślenie o kłopotach i problemach, a o rzeczach pięknych. Nie ukrywam też, że potem lubię sobie oglądać swoje twory. Podobają mi się i dają radość. A o to chyba chodzi.

2 listopada 2014

Ulubieńcy październik'14

Cześć!
Wiecie, że cały miesiąc mnie tutaj nie było? Strasznie długo, o blogu nie zapomniałam, ale moje życie ostatnio obfitowało w zmiany i dałam się tym zmianą porwać.
Na moim blogu miesięczni ulubieńcy pojawili się raz. I było to rok temu.
http://to-tu.blogspot.com/2013/10/ulubiency-pazdziernik13.html
Potem zaczęłam pisać o rzeczach/sprawach ulubionych, ale to zupełnie inna bajka.

Dziś mam dla Was moich ulubieńców października roku 2014. Zobaczcie, co mnie w tym miesiącu zaczarowało.

Układałam sobie w głowie, co też zapadło mi w pamięć z tego miesiąca, potem patrzę w zeszłoroczną notkę i szok. Bo piosenka ta sama. Czyli
Happysad- bez znieczulenia. 
Pokochałam, tak pokochałam zespół Happysad gdy byłam w gimnazjum, po odsłuchaniu ich pierwszej płyty. Jak się okazało miłość długotrwała jest i sądzę, że trwać będzie, bo mogłabym ich słuchać i słuchać, bez znudzenia.

Kolejnym ulubieńcem, zostają płatki z mlekiem. Ciasteczkowe. Omomomom. Jadłam je nad wyraz często w ubiegłym miesiącu. Były dni, że jadłam je na śniadanie, obiad i kolację! Wiem, nieco dziwne, w końcu jestem dorosłą kobietą (?!), ale każdy chyba tak czasem ma.

Stroną, która pochłonęła mnie w październiku jest: www.pinterest.com . Obserwuję różne tablice i często odwiedzam w poszukiwaniu inspiracji dla siebie. Bardzo mi przypadła do gustu i sądzę, że zostanie ze mną na dłużej.

W ubiegłbym miesiącu stałam się też fanką serialu "Witches of East End". Podczas skakania po kanałach zauważyłam, że na FOX Life będzie leciał pierwszy odcinek, stwierdziłam: "czemu nie". I tak oglądam go pomimo iż odcinek trwa około 40min (wolę krótkie seriale typu HIMYM czy TBBT trwające 20min). Zaczęłam też czytać książkę, na podstawie której powstał serial.

W październiku zaczęłam też prowadzić swój "Art Journal". Niebawem poświęcę temu tematowi cały wpis, a może kilka (wyjdzie "w praniu"). Jedno Wam powiem- absolutnie genialna sprawa!

Ulubione chwile, które udało mi się zamknąć w aparacie, poniżej:


Zawody czyli kolejne Międzynarodowe Zawody Sportowe Rodzicielstwa Zastępczego organizowane przez Fundację przystanek-dziecko.pl .
Urodziny Macieja. To ważny dzień, bo to więcej niż przyjaciel, to część naszej rodziny.
Ślub & Wesele Wesele Kasi i Piotra, też było dla nas cudownym przeżyciem, bo wiecie co? Widzieliśmy jak się poznali :). Cieszymy się ich szczęściem, no a wesele... Jak powiem, że do tej pory mam obtarte stopy, to mam nadzieje, że wyobrazicie sobie jak dobrze się bawiliśmy :).

I to chyba tyle. Bynajmniej z spraw przychodzących mi do głowy. A co Wy zapamiętaliście z października, jaki to był dla Was miesiąc? Mam nadzieję, że dobry!
Do przeczytania,


28 września 2014

MUFFINowo


Czy wiecie czym różni się muffinka od babeczki czy też od cupcakea? Ja nie do końca. Na swój sposób jakoś tam je klasyfikuję biorąc pod uwagę sposób przygotowania i dekoracji. Od jakiegoś czasu krążyła za mną ochota na upieczenie czegoś. Bez wyjścia do sklepu z składników dostępnych w domu powstały małe słodkie bohaterki dzisiejszego posta.


Składniki (na oko):
-mąka pszenna biała 
-mąka pszenna razowa
-miód
-olej
-jajo
-mleko
-cukier wanilinowy 
-proszek do pieczenia

Polewa: 
-kakao (decomorreno z wiatrakiem, moje ulubione)
-cukier puder
-woda

Składniki suche wymieszałam razem, mokre razem potem połączyłam je ze sobą mieszając tylko do połączenia (nie mieszałam i mieszałam...). Blachę do pieczenia babeczek wyłożyłam papilotkami w nie do 1/2 wysokości włożyłam ciasto i piekłam około 35 min w piekarniku nagrzanym do 150 stopni.

Polewa to połączenie tej samej ilości kakao i cukru pudru (ok 2 łyżeczki kakao i 2 cukru pudru) i 3 łyżeczki wody. Ucierałam do gładkiej masy. Polewa wychodzi błyszcząca i szybko zastyga. 



Miło jest tak sobie usiąść, rozmawiać przy kawie czy herbacie i rozrywać palcami małą muffinkę. Wyszły pyszne. Takie jak lubię - nie za słodkie, z zewnątrz chrupiąca skórka a w środku miękkie i wilgotne.


Czas wykonania bez pieczenia to około 5 minut, więc myślę, że każdy z Was znajdzie chwile na przygotowanie takiej małej słodkiej przyjemności, nie tylko dla siebie.